Telewizja kłamie, czyli relacja zza kulis programu „Mam talent”!

Wszystkich, którzy chcą wierzyć, w to co widzą w telewizji, siedząc na kanapie przed ekranem, ostrzegam, by nie czytali kolejnych akapitów. Po wizycie na planie „Mam talent” wiem bowiem, że nic nie jest takim, na jakie wygląda… :)

Wczoraj zostaliśmy zaproszeni na nagranie pierwszego odcinka na żywo, szóstej edycji „Mam talent„. Program powstaje w hali na końcu świata (z góry przepraszam wszystkich mieszkańców tej dzielnicy Warszawy), a konkretnie we Włochach. Przed wejściem nie ma równych i równiejszych. Każdy musi odstać swoje w kolejce, niezależnie czy jest przedstawicielem mediów, fanem show czy członkiem rodziny jednego z uczestników.

Pierwsze zaskoczenie? Wielkość obiektu. Zawsze wydawało mi się, że na widowni „Mam talent” siedzi przynajmniej tysiąc osób. Jak się okazuje, ujęcia kamery mogą zdziałać cuda. W studio było wczoraj nie więcej niż 300 osób, a zaznaczę, że wszystkie miejsca zostały zajęte.

W telewizji wszystko wygląda na większe i nie mówię tu o tym, że kamera dodaje każdemu 5 kilogramów. ;) Scena, odległości od kokpitu jurorów do miejsca, gdzie występują uczestnicy, balkony, na których widzimy prowadzących – to wszystko na żywo wydaje się miniaturą tego, co widzimy na ekranie telewizorów. Zadziwiająca jest jedynie ilość kamer. Ciężko było się zorientować, która aktualnie pokazuje to, co widzą osoby przed telewizorami.

Zastanawialiście się kiedyś jak to możliwe, że publiczność reaguje na pewne rzeczy tak samo? Ludzie wstają, krzyczą i klaszczą jak na zawołanie. Nie jest to zasługa telepatii czy nawet podobnego odczuwania poszczególnych widzów. Nad zachowaniem widowni zgromadzonej w studio czuwa bardzo sympatyczny mężczyzna, który dokładnie instruuje co w danym momencie powinni zobaczyć ludzie, którzy oglądają program w telewizji. Pan Piotr stoi w miejscu, którego nie obejmuje kamera i swoimi gestami nawołuje do konkretnych reakcji. Nawiązuje świetny kontakt z ludźmi (zapamiętuje ich imiona, pyta o ich uczucia i historie), dzięki czemu nie ma później problemów, by wykonali jego polecenia. Przed programem każdy wie, kiedy może wstać, czego nie powinien robić, a co jest zalecane. Spontaniczności i naturalności w tym niewiele, ale efekt jest!

Prowadzący show, Marcin Prokop i Szymon Hołownia, to z pewnością jedni z najbardziej inteligentnych dziennikarzy w Polsce. Jestem przekonana, że wielokrotnie śmialiście się z ich dowcipów i byliście zaskoczeni błyskotliwymi docinkami obu panów. Podczas „Mam talent” większość tekstów nie bierze się z głów gospodarzy programu, a z promptera. Panowie czytają, co mają powiedzieć. Na ich obronę dodam jednak, że udaje im się również wyjść poza ramy i zaskoczyć nawet produkcję show. Na szczęście Marcin i Szymon na pewne zachowanie i odpowiedzi, reagują spontanicznie i nie trzymają się scenariusza. Ciekawe jest również to, że osoby, zgromadzone w studio, często nie słyszą zapowiedzi Prokopa i Hołowni. Wszystko zagłuszają oklaski, o które publiczność jest w tym momencie proszona. 

Godzina przed rozpoczęciem programu na żywo, który obejrzą miliony widzów… spodziewałam się nerwowej atmosfery, bieganiny, krzyków! Co zastałam? Obsługę spokojnie siedzącą w barze na kawie. Zostaliśmy z mężem oprowadzeni po studio, gdzie nie dało się wyczuć napięcia. Przyjacielska atmosfera, żarty i pełen profesjonalizm. Wszystko dopięte na ostatni guzik. I faktycznie, podczas trwania programu, nie zauważyliśmy żadnej wpadki. Każdy znał swoje miejsce i zadanie, które doskonale wypełnił.

Zabawnie było obserwować na scenie uczestników, których często zasłaniali operatorzy. W telewizji widzimy występ półfinalisty, jego emocje. W studio oglądamy również panów z kamerami, biegających przed wykonawcą, ekipę, która sprząta scenę po każdym występie i ochroniarzy, którzy dbają o to, by nikt nieproszony nie wdarł się na scenę.

Zdradzę Wam również pewną tajemnicę… okazało się, że ochrona na planie programu TVN została wzmocniona po ataku na Kubę Wojewódzkiego. Producenci uznali, że inne gwiazdy również są zagrożone i wprowadzili na plan kilka dodatkowych osób. Przez to na wielu zdjęciach z wczorajszej wizyty na planie będziecie mogli oglądać pana ochroniarza, który skutecznie zasłaniał przedstawicielom mediów scenę, ale z uwagi na to, że dostał konkretne zadanie i wskazano mu miejsce, gdzie musi stać, nic się nie dało z tym zrobić.

(AKTUALIZACJA!) Dziś po tym jak kilka portali zacytowało fragment relacji, dotyczący wzmocnienia ochrony na planie po ataku na Kubę Wojewódzkiego, odezwało się do nas biuro prasowe TVN oraz osoba odpowiedzialna za kontakt z mediami na planie. Oświadczenie w sprawie brzmi następująco: „Nie było zwiększonej liczby ochroniarzy. Jeden z ochroniarzy znalazł się w polu zasłaniającym fotografom elementy sceny. Od następnego odcinka fotoreporterzy otrzymają więc miejsca wyżej co zniweluje ten problem”.

Co do samego odcinka… za kulisami programu, jeszcze przed jego rozpoczęciem, mówiło się, że faworytem jest Teatr Cieni Fireflies. Faktycznie, ekipa z Ukrainy, przygotowała niezwykłe show i decyzją widzów, dostała się do ścisłego finału.

Ja stawiałam na iluzjonistę, Tomasza Kabisa. Nie wiem, czy siedząc przed telewizorem, nie uznałabym jego zniknięcia ze sceny za trik, któremu na pewno pomogło odpowiednie ustawienie kamery lub tajemnicza zapadnia. W studio miałam pewność, że Tomek dopracował swoją sztuczkę do perfekcji, bo do tej pory nie mam pojęcia jak ją wykonał. Magia telewizji okazała się tym razem prawdziwą magią. Kabis dzięki głosom jurorów również przeszedł do finału.

Sporo emocji wzbudził występ 13-letniego Kuby Anusiewicza, który zaśpiewał „Sen o Warszawie” Czesława Niemena. Nie jestem fanką dzieci w programach typu talent show, bo niezależnie co zrobią, wzbudzają pozytywne emocje i już wielokrotnie okazywało się, że wygrywają z ukształtowanymi, często dużo bardziej utalentowanymi osobami. Cieszę, że jurorzy nie dali się w tym wypadku, mówiąc kolokwialnie, złapać na wiek uczestnika. Kuba ma świetny głos, ale jak słusznie zauważyła Agnieszka Chylińska, nie powinien śpiewać utworów, których nie rozumie.

Moją uwagę zwrócił również Marek Piowczyk Trio, choć uważam, że z własnymi, świetnymi kompozycjami lepiej odnalazłby się w programie „Must be the music” oraz zespół taneczny Temptation, który fajnie przedstawił historię „Alicji w krainie czarów„.

Jeśli chodzi o jurorów, Agnieszkę Chylińską, Agustina Egurrolę i Małgosię Foremniak, to niewiele można o nich powiedzieć poza tym, co widać w telewizji. Nie mają kontaktu z publicznością, wykonują swoją pracę najlepiej jak potrafią, a w przerwach poprawiają makijaże i fryzury. Egurrola wszędzie doszukuje się choreografii, Małgosia jest jak zawsze bardzo poważna, a Agnieszka stawia na spontaniczność i zabawę.

Wizyta na planie „Mam talent” to świetna zabawa, którą polecam każdemu. Czasem warto zobaczyć od kulis jak powstają wielkie rzeczy.

Jedyny minus? Mandat po wyjściu z hali. Okazało się, że straż miejska dostała wezwanie od jednego z mieszkańców pobliskiego osiedla, że samochody, stojące przed wjazdem, niszczą zieleń. Dodam tylko, że mowa była o zagraconym i zaśmieconym paśmie, na którym akurat zieleni było widać najmniej.

Zdjęcia zza kulis, autorstwa Damiana Grabińskiego, możecie oglądać na fanpage’u Uljaszowania na Facebooku!

Karolina Grabińska

7 Komentarze

  1. Przyznam szczerze, że byłam w trzech halach nagraniowych w Warszawie na trzech różnych programach i najmniejsze, a zarazem największe wrażenie zrobiło na mnie własne studio Farat. Najmniejsze, bo – no właśnie – to najmniejsze studio, w którym byłam. Największe – bo rzeczywiście, telewizja nieźle kłamie i w tv to studio wygląda na większe (acz wiedząc, że będę na ostatnim odcinku „Mam talent” obejrzałam sobie poprzednie dwa i wpatrując w publiczność stwierdziłam, że jest jest to małe studio. Nie myślałam jednak, ze aż tak:). No i warm upper był chyba najlepszy ze wszystkich aż trzech ;)

  2. No nie! A ja myślałam, że chodziaż Prokop mówi coś od siebie. Aż smutno się robi, że wszystko mają napisane. :( Trudno w to uwierzyć, ale takie są fakty.
    Dobrze, że jest ten ktoś kto pokazuje tą rzeczywistość i czasem bolesną prawdę. Ale pewnie jest ciekawie zobaczyć tak wszystko od kuchni. :)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.