Na każdego można znaleźć paragraf?!

Marek Bukowski na rozdaniu Telekamer 2014 Zdjęcie: Damian Grabiński, uljaszowanie.blog.pl

Marek Bukowski na rozdaniu Telekamer 2014
Zdjęcie: Damian Grabiński, uljaszowanie.blog.pl

W show-biznesie nie istnieje pojęcie nudy. Cały czas coś się dzieje, a jeśli nawet nie, to na pewno jest to cisza przed burzą, bo przecież za chwilę „coś się wymyśli”, by zaczęło się dziać. Do niedawna myślałam, że to tylko slogan, że po prostu tak się mówi. Do momentu afery z Markiem Bukowskim.

Oczywiście, zdarzały się przypadki, gdy był potrzebny news o kimś znanym, lubianym i… „klikalnym”, a ta osoba akurat nigdzie się nie pokazywała i nie wypowiadała, więc w kolorowych magazynach ukazywał się artykuł, że na pewno:

a) przechodzi kryzys w związku

LUB

b) nie ma nowych propozycji pracy i jej kariera dobiega końca

A najchętniej, jak te dwie rzeczy szły ze sobą w parze. Po artykule opisana w nim gwiazda najczęściej dementowała taką plotką w oświadczeniu lub pokazywała się na najbliższej imprezie uśmiechnięta i w towarzystwie ukochanej/ukochanego, co generowało kolejne newsy o niej i historia miała swój ciąg dalszy.

Ok, takie praktyki mają miejsce często i odnoszę wrażenie, że osoby publiczne znają już ten mechanizm, wiedzą jak na niego reagować.

Nie sądziłam jednak, że dojdzie do sytuacji, w której ktoś będzie próbował wrobić osobę publiczną w przestępstwo…

Dla niewtajemniczonych, wszystko zaczęło się w połowie września 2014 roku, kiedy popularny aktor, Marek Bukowski, został zatrzymany przez policję. Funkcjonariusze znaleźli w schowku jego auta 7,75 gramów marihuany. Gwiazdor seriali „Na krawędzi” czy „Na dobre i na złe” od początku tłumaczył, że narkotyki nie należą do niego. Sytuacja już wtedy wydawała się dziwna, bo policja, która zatrzymała Bukowskiego do kontroli drogowej, doskonale wiedziała gdzie i czego szukać. Na miejscu zdarzenia byli, dziwnym trafem, obecni paparazzi, którzy udokumentowali zatrzymanie.

W mediach zawrzało! Z nagłówków krzyczały tytuły: „Popularny aktor zatrzymany za posiadanie narkotyków”. O Bukowskim nie pisano inaczej jak o podejrzanym, używając tylko pierwszej litery nazwiska – Marek B. oraz zasłaniając mu na zdjęciach oczy czarnym paskiem.

Nie jestem w stanie wyobrazić sobie, co przeżywał aktor oraz jego rodzina, bo nie było dnia, aby nie pisano o nowej aferze. W końcu coś się działo. Machina spekulacji została uruchomiona. Codziennie pojawiały się „nowe fakty”. Bukowski miał na szczęście dobrych doradców, bo nie dał się sprowokować i nie uczestniczył w medialnej, samonakręcającej się nagonce. Wydał tylko jedno oświadczenie, w którym napisał, że jest niewinny i ze spokojem oczekuje wyjaśnienia sprawy. To przyszło dopiero po pół roku. Prokuratura umorzyła śledztwo po tym, jak okazało się, że na narkotykach nie ma śladów DNA Bukowskiego. W wyniku dochodzenia potwierdziły się przypuszczenia, że ktoś podrzucił mu paczkę.

Wydawałoby się, że w takim razie wszystko jest w porządku. Wystarczy jednak przeczytać tylko kilka komentarzy pod artykułami o Bukowski, które od września ukazywały się w kolorowych mediach. Potencjalni widzowie seriali i filmów, w których gra, wylewali na niego wiadro pomyj, twierdząc, że się zawiedli, że jednak okazał się taki, jak wszyscy w tym środowisku i że nie będą go już oglądać, bo stracił ich szacunek. Pracodawcy także wstrzymali się z zatrudnianiem go do nowych produkcji, bo gdyby jednak okazało się, że zostanie oskarżony i skazany, to przecież nie można pokazywać go w telewizji w prorodzinnych serialach.

Teraz Marek Bukowski został oczyszczony z zarzutów i… musi zaczynać wszystko od nowa, bo to, że w mediach pojawiła się jedna informacja o umorzeniu śledztwa, nie wymaże publikacji z ostatniego pół roku. Dla mediów temat się skończył, nie ma w nim już niczego ciekawego do powiedzenia. Dla osoby w ten sposób pokrzywdzonej to dopiero połowa drogi. Aktor zapowiada pozwy i prawdę mówiąc – nie dziwię mu się.

„Wynik jest Państwu znany – zostałem oczyszczony z zarzutów. (…) Nie oszczędzono mojej 75-letniej Matki, mojej Żony, prześladowano moich Synów – 22-letniego Marcina i – co niewyobrażalne! – 10-letniego Szymona. Działania podjęte wobec mojej rodziny przekroczyły wszelkie dopuszczalne normy oraz były bezprecedensowym przejawem chamstwa, degrengolady moralnej oraz zwykłego skurwysyństwa. (…) Dość słów, czas na czyny” – napisał na Facebooku.

Na Bukowskiego próbowano, mówiąc kolokwialnie, znaleźć paragraf, bo ponoć na każdego się da. Z nim było trudno, bo od lat jest statecznym mężem i ojcem, na koncie nie ma żadnych skandali, a po pracy wraca grzecznie do domu. Nie lubi bywać i pokazywać się na okładkach kolorowych gazet, choć na brak takich propozycji narzekać nie może. Wydaje się, że pochodzi z innej planety oddalonej o lata świetlne od show-biznesu. Spełniony zawodowo i prywatnie, a jednocześnie popularny i lubiany, więc wypadałoby pisać o nim częściej, tyle że nie ma o czym. Bo przecież nie można ciągle o szczęściu w małżeństwie i dobrej passie w zawodzie… Coś się musi dziać, a jak nie, to coś się wymyśli, by się zadziało. Przerażające, że to się udało. Oby nie był to początek nowego, przerażającego rozdziału w polskim show-biznesie.

Kamilla Baar i Marek Bukowski na rozdaniu Telekamer 2014 zdjęcie: Damian Grabiński, uljaszowanie.blog.pl

Kamilla Baar i Marek Bukowski na rozdaniu Telekamer 2014
zdjęcie: Damian Grabiński, uljaszowanie.blog.pl

Więcej informacji i zdjęć znajdziecie na fanpage’u Uljaszowania na Facebooku.

Karolina Grabińska

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.