Kto zdobędzie Oscary 2017 i dlaczego będzie to „La La Land”?!

Ostatnie godziny przed oscarową galą to w naszym domu czas wyczekiwania, przyjmowania zakładów i niekończących się rozmów, analiz oraz ekscytacji. Choć kilka osób uprzedzało nas, że po pojawieniu się w naszym życiu dziecka, szybko odejdzie nam chęć na oglądanie wszystkich nominowanych w najważniejszych kategoriach filmów i zarywania nocy, by zobaczyć na żywo ceremonię wręczenia nagród, to na tę chwilę mogę jedynie powiedzieć, że bardzo się mylili ;). Filmy obejrzane, zakłady przyjęte, a budzik już nastawiony na środek nocy, by przeżywać wszystko w czasie rzeczywistym :).

Kto wygra? To jeszcze przez kilka godzin wielka tajemnica, ale już teraz przedstawię Wam moje typy i nieskromnie dodam, że w ostatnich latach pokrywały się one w większości z decyzją Amerykańskiej Akademii Filmowej.

Oscary 2017

Oscary 2017

Tegoroczne propozycje w najważniejszej kategorii Najlepszy film to moim zdaniem jeden z najsłabszych zestawów ostatnich lat. Dziewięć produkcji, z których wyróżniają się dwie, a tylko jedna z nich, nie powoduje, że człowiek kompletnie wątpi w otaczający go świat i ludzi. Mowa o „La La Land”. To nie jest, jak niektórzy sądzą, musical, w którym każdy dialog przerobiono na piosenkę, a główni bohaterowie spotykają się, zakochują w sobie, a następnie żyją długo i szczęśliwie, podśpiewując radośnie pod prysznicem. To obraz, który niesie konkretne przesłanie. Utwory muzyczne pięknie wkomponowują się w opowieść o marzeniach i miłości. Film zdecydowanie wyróżnia się na tle swoich konkurentów. Nie tylko oddaje hołd prawdziwym, dawnym musicalom. Jednocześnie wnosi świeżość i pewnego rodzaju lekkość.

Próbowałam postawić się w roli członka Akademii. Po obejrzeniu dziewięciu głównych propozycji, oprócz ogólnego poczucia beznadziejności i załamania z powodu otaczającego mnie świata, jedyną nadzieję dałby mi, mimo wszystko, „La La Land”. I dlatego postanowiłam oddać na niego swój głos w małżeńskim zakładzie, choć paradoksalnie nie uważam, że to najlepszy z nominowanych filmów.

Najbardziej poruszył mnie bowiem „Manchester by the sea”. Do dziś nie mogę otrząsnąć się z tej historii, ale film Kennetha Lonergana wpisuje się niestety w dołujący obraz świata pokazany w pozostałych produkcjach.

Obawiam się, że najważniejszą statuetkę może zgarnąć, moim zdaniem niezasłużenie, „Moonlight”. Czarnoskórzy twórcy po zeszłorocznym proteście nie mogą tym razem narzekać na brak nominacji, o czym najlepiej świadczy kategoria Najlepsza Aktorka Drugoplanowa, gdzie mają nawet liczebną przewagę. Obraz „Moonlight” ma podkreślić problem dyskryminacji i prześladowań. Kto wie, czy Akademia nie zechce naprawić swojego „błędu” sprzed roku, gdy nie dostrzegła czarnoskórych filmowców? Osobiście kompletnie nie uwierzyłam w tę historię. Narkotykowy diler litujący się nad gnębionym chłopcem, którego matka jest narkomanką? Może bez przesady.

Do teraz nie mam pojęcia, co Akademia dostrzegła w filmie „Aż do piekła”. Śmiało mogłam go wyłączyć po pierwszej scenie, w której dwóch mężczyzn w kowbojskich kapeluszach i z gwiazdami szeryfa, dyskutuje o ładzie i porządku, bo nic mnie tak nie irytuje w kinematografii jak amerykańskie westerny.

Leonardo DiCaprio dostał już swojego upragnionego i długo wyczekiwanego Oscara. W tym roku oczy damskiej części świata są niewątpliwie zwrócone w stronę Ryana Goslinga. I choć niewątpliwie Ryan skradł również moje serce, stepując, śpiewając i wygłaszając piękną mowę dedykowaną ukochanej kobiecie podczas rozdania Złotych Globów, to rola Casey’a Afflecka w „Manchester by the sea” niesie za sobą taki ładunek emocjonalny, że nie wyobrażam sobie, by ktoś mógł sprzątnąć mu sprzed nosa statuetkę w kategorii Najlepszy Aktor.

Nie wierzę również, że Hollywood wybaczyło już Melowi Gibsonowi. Co prawda jego film, „Przełęcz ocalonych”, to ciekawa historia oparta na faktach, ale wiadomo, że członkowie Akademii nie patrzą tylko na walory artystyczne. Oscar dla antysemity i mężczyzny, który znęcał się nad swoją partnerką? Nie sądzę. Jeszcze długo, długo nie.

Jedna z ciekawszych „bitew” rozegra się w kategorii Najlepsza Aktorka. Genialna, jak zawsze, Meryl Streep kontra Natalie Portman w roli amerykańskiej ikony, Jacquline Kennedy. Nie można również zupełnie wyeliminować Emmy Stone, choć uważam, że nie jest ona najmocniejszym ogniwem filmu „La La Land”.

Oscarowa gala to nie tylko nagrody, ale również przemowy. W tym roku z pewnością nie zabraknie tych o zabarwieniu politycznym. Donald Trump ma szansę usłyszeć o sobie sporo ciekawych rzeczy ;).

Moje typy już znacie. Jak zawsze rozmijamy się z moim mężem, ale dzięki temu zakład ma sens. A kto jest Waszym faworytem? And the Oscar goes to…

Karolina Uljasz-Grabińska

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.